środa, 19 grudnia 2012

Potrzeba afirmacji.


Ok, nie mam pojęcia czy naprawdę chodzi o afirmację. Prawdę mówiąc, zupełnie nie mam pojęcia, o co chodzi. I niech nikt nie mówi, że o zabezpieczenie zdjęcia. Bo niby przed czym je zabezpiecza ten pożal się boże znak wodny? Pięcioma minutami z Photoshopem? No, uderzmy się w piersi, po kiego grzyba ktoś chciałby kraść internetowe miniaturki fotografii? Błagam.
Pal licho, jeśli zdjęcie jest lipne, mała strata. Ale są fotografowie, którzy robią naprawdę dobre rzeczy, a potem... sru! Comic Sansem przez pół fotografii. Zlitujcie się. Nie widzicie, że to masakra dla zdjęcia? Kocham fotografię i coś takiego po prostu przewraca mi flaki. Krzyczy do mnie: moje nazwisko jest ważniejsze od tej fotografii! Co gorsza, w większości przypadków krzyczy do mnie PO ANGIELSKU! No jak pragnę zakwitnąć. Ludzie. Nie czujecie tego obciachu? Photographer? O RLY?
Apeluję do was, w imię dobrego smaku, dajcie sobie spokój. Dorzućcie ten podpis gdzieś poza obrębem zdjęcia, nawet po angielsku, jeśli aż tak istotne jest pochwalenie się znajomością języka, może jakiś pasek doklejcie na dole, jeśli aż tak kochacie ten cytat z dowodu osobistego, ale nie walcie go na środku twarzy... Szanujcie ludzi, którym wasze zdjęcia się podobają. Jak wchodzą na wasz profil, stronę, blog, to wiedzą czyje zdjęcia oglądają, nie trzeba im tego przypominać na każdym kadrze.

Koniec kazania na dzisiaj, jutro wpisu nie będzie, jutro robimy zdjęcia :D

P.S. Jak to było zrobione?
Normalnie, wziąłem całkiem udane zdjęcie i w Photoshopie dodałem tekst Comic Sansem, do tego elegancki efekt płaskorzeźby i cień rodem z ulotek z czasów tuż po upadku komuny1 i już. Było zdjęcie, jest żenua.

1) z czasów kiedy powstawały firmy takie jak Impexpol, Polimpex, Expolimp. Dodajcie do tego "Foto" i macie nazwę w guście idealnym do oznaczania zdjęć jako znak wodny.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza