czwartek, 22 stycznia 2015

Klątwa profesjonalizmu

Hollywood Dream

Kilka razy zostałem ostatnio potraktowany komplementem1 "profesjonalna fotografia". Wywołało to u mnie dysonans poznawczy. Wynikający pewnie z całkowicie innego zrozumienia słowa "profesjonalne" w odniesieniu do fotografii. Takie dysonanse z kolei zwykle powodują u mnie chęć sprawdzenia, czy moje pojęcie tego pojęcia jest słuszne. Postanowiłem zatem zrobić krótki risercz, zaczynając rzecz jasna od zapytania do wujka Google. Wbijam w pole wyszukiwania "profesjonalna fotografia", grafika i ogarnia mnie bezmiar fotograficznego paździerzu2. No pięknie, myślę sobie, jeśli to miał na myśli autor tego komplementu, to w zasadzie powinienem się obrazić3. Jeszcze szybko sprawdzam w Wikisłowniku - profesja, czyli zawód. Względnie uroczyste wyznanie wiary, ale jakoś wątpię żeby o to chodziło. Przypuszczam, że człowiek pisząc "profesjonalna fotografia" miał na myśli "dobra fotografia". Oczywisty błąd, polegający na tym, że przenosi się cechę "profesjonalizm" fotografującego na fotografię, która takiej akurat cechy nie może posiadać. Poziom profesjonalizmu fotografa nie jest niestety wyznacznikiem jakości zdjęcia4. Profesjonalny fotograf, to gość, który zarabia fotografią na życie. Wysoki poziom profesjonalizmu oznacza, że mamy do czynienia z gościem5, który:
Zawsze zjawia się na czas, przygotowany i zabezpieczony. Ma co najmniej dwa aparaty, do każdego komplet obiektywów, zapasowe baterie, karty, lampy i cały szpej razy dwa, na wszelki wypadek. Jest kulturalny, dobrze odziany i wychowany. Ma umowy przygotowane prosto, jasno i bez haczyków. Po sesji w terminie wywiązuje się z wszelkich zobowiązań. I teraz najważniejsze. Dostarcza materiał dokładnie taki, jakiego spodziewa się klient po przejrzeniu portfolio. Bo profesjonalizm oznacza między innymi pewność rezultatu. Rezultat niekoniecznie musi być wybitny, ale jest znany, zanim jeszcze zacznie się robienie zdjęć. Nie ma miejsca na przypadek, zagubione karty, prześwietloną kliszę, pogrzeb babci i inne wymówkowe paluszki oraz główki.

Zresztą, obczajcie to:



To jest zapewne forma protestu na prośby robienia zdjęć za darmo6, ale nie w tym rzecz. Zwróćcie uwagę, że na liście "za co faktycznie płacisz", nie ma ani słowa o dobrych zdjęciach. Zdjęcia w rozumieniu profesjonalnego fotografa, który to pisał, są sprawą ewidentnie drugorzędną. Zresztą, nawet klient nie myśli że chodzi o zdjęcia, tylko o czas, w którym te zdjęcia powstaną7.
Co to znaczy? Ano zwyczajnie - nie ma oczywistej, bezpośredniej zależności między poziomem profesjonalizmu fotografa, a jakością zdjęcia. Dziwne może, ale prawdziwe. 
Co ciekawe, producenci sprzętu fotograficznego mają także dość wyrobione pojęcie na temat tego, jakie są kryteria którymi kierują się profesjonaliści - niezawodność, odporność na trudne warunki, długotrwała praca na bateriach, wszystko o czym pisałem powyżej. Kiedyś popularne było nawet wśród japońskich producentów sprzętu pisanie na aparatach "Professional". Na szczęście już przeszło, bo jednak ciut obciachowa tradycja8.
Oczywiście, nie znaczy to, że profesjonalne zdjęcia to tylko fotograficzny paździerz. Jest wielu profesjonalistów, którzy robią zdjęcia świetne, znakomite i piękne9. I na pewno bardzo im to pomaga w uprawianiu profesji. Ale bynajmniej nie jest to regułą. Tak, że następnym razem, zanim napiszecie komuś "profesjonalne zdjęcie", zastanówcie się dwa razy, czy nie lepiej napisać po prostu, "podoba mi się".
A zdjęcie wstawione do dzisiejszego wpisu to jest to, pod którym między innymi dostałem komentarz o profesjonalności. I żeby było jeszcze śmieszniej, zdjęcie powstało w wyniku błędu - miałem za długi czas ekspozycji i naświetlił mi się ringlight, którego używam do odbijania w oczach. Zdecydowanie nie jestem profesjonalistą.
Do następnego. A będzie o wyjściu z Chińskiego Pokoju.

1) przynajmniej myślę, że miał być to komplement. W zamyśle.
2) zakontujcie sobie to słowo, "paździerz". Będzie się często przewijać w moich wpisach, gdyż pięknie opisuje tandetę i lipę, którą przesycona jest zastana rzeczywistość.
3) ale się nie obrażam, obrażają się panienki z dobrego domu.
4) chociaż często idzie z nim w parze, o tym później.
5) tudzież babką, fotografia jako zawód jest bardzo wyemancypowana.
6) takie prośby zdarzają się każdemu fotografu, mnie oczywiście również, ale od razu zaznaczam, nie jestem autorem tego obrazka. Próbowałem ustalić, ale krąży po sieci pełno wersji, zarówno po polsku jak i po angielsku i pewnie w innych językach też. Ale przede wszystkim, nie jestem autorem tego obrazka, bo nie jestem daltonistą. A za ten skład w stylu wczesnego Worda łupanego, należy się autorowi potężny kop w zadek. Poza tym, gdybym był autorem, na liście rzeczy za które faktycznie płacisz, dodałbym takie punkty jak "upicie się i bójka z panem młodym", "klepanie druhen po pupach", "napoczęcie tortu przed oficjalnym krojeniem" i tym podobne.
7) a przynajmniej tak sobie to wyobraża autor tego obrazka. Mam niejakie podejrzenia, że nie do końca słusznie.
8) na moim aparacie tak jest napisane i zawsze mam trochę dziwne wrażenie, jakbym robił portrety iPhonem. Diabli wiedzą, zakleić ten napis taśmą, udawać że nic się nie dzieje, czy lansować się na hipstera?
9) Karsh, który jest moim idolem absolutnym, był najwyższej klasy profesjonalistą.

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. gdy nie piszesz u optycznych wychodzi to lepiej dla wszystkich- a zwlaszcza dla Twojego bloga i czytelnikow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuję rozkminić, czy to znaczy że napisałem coś nie tak, czy właśnie tak :)

      Usuń
    2. wlasnie tak.

      Przemilcze osobisty stosunek do *ych, bo sie zleca jeszcze bzdunki- pisz chlopie, po swojemu i u siebie, bo dobrze piszesz.

      Usuń
  3. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Media o szeroki zasięgu dostarczają chłamu. Policzyć na palcach jednej ręki gazety mające ciekawe kadry. Kowalski, który styka się z przekazem twierdzi, że wszystko jest w najlepszym porządku. Praktycznie nie ma nawet wiedzy aby odróżnić ziarno od plew. Gdzieś za drzewem jawi się Kowalska, która założy sobie bloga, najlepiej o modzie bo ludzie chcą dobrze wyglądać, wiedzieć jaki ciuch kupić i co jest "trendy". Za rogiem wyciągnie kumpelę której tatuś rozmienił okrągłą pięciocyfrową sumę na zakup cyfrowej lustrzanki aby pociecha miała hobby, coby ją uczelnia bądź korporacja przestała sponiewierać. Panie codziennie produkują zdjęć na tysiące. Liczą lajki na fanpage. W praktyce jednak cyferki na facebooku mogą być jedynym powodem do samozadowolenia bo prawdziwi fotografowie widząc ich prace zwijają się ze śmiechu i mówią "zobacz co te sałatki zrobiły im z mózgu".

    OdpowiedzUsuń