Za
dużo w głowie mam, za dużo w głowie mam
I
spać nie mogę, kiedy myślę o tym
A
myślę całe dnie
Że
coś jest w głowie źle
Za
dużo myśli naraz mam na myśli
Kuba
Sienkiewicz "Za dużo w głowie".
Postanowienia
noworoczne. Temat tak zgrany jak tłumaczenia, dlaczego nie udało
się ich dotrzymać. Jeszcze nigdy sobie nie postanawiałem
noworocznie tak zupełnie formalnie, na piśmie. Podobno zresztą
gwarancją niespełnienia noworocznych postanowień jest ich
spisanie, ale trudno. Rzucam wyzwanie Murphy'emu i Karmie.
Oto
lista moich fotograficznych postanowień na rok 2017:
Pierwsze
- wydać książkę o świetle. Chciałbym napisać, że jest już w
dużej części napisana, ale to by było kłamstwo okrutne. Jest w
powijakach. W połogu właściwie. Nawet, nie bójmy się tego
powiedzieć, używając
modnego ostatnio słowa,
w macicy.
Drugie
- rozwinąć bloga i nadać mu choćby pozory regularności. Poza
normalnym filozofowaniem, mam trochę pomysłów na wpisy, które
odbiegają nieco od ustalonego klimatu. Myślę na przykład
porozmawiać z kilkoma polskimi fotografami i zrobić z tego cykl,
może nie wywiadów, ale pogaduch okołofocicznych. Oprócz tego
chciałbym napisać parę słów o książkach związanych z
fotografią, ale nie takich typowych, o tym jak robić zdjęcia,
jakich teraz się pełno wydaje, w stylu McNally'ego, czy DuChemina,
nawet niekoniecznie konkretnie o fotografii, ale zbliżonych
tematyką. No i w końcu pociągnąć temat słynnych portrecistów,
który kiedyś chciałem zrobić, a który skończył się na jednym
wpisie o Hurrellu1.
A
propos jeszcze tych dwóch postanowień, ostatnio wpadł mi w oko
esej o pisarstwie2.
Autorka proponuje prosty test na pisarza - żeby sprawdzić, czy masz
jakiekolwiek zadatki na ten ciężki zawód,
spróbuj przez trzydzieści dni pisać przynajmniej godzinę
dziennie. Bez wymówek i odwlekania. Jeśli się uda, to jest
szansa.
Trzecie
fotograficzne postanowienie jest takie, że nie wydam ani grosza w
tym roku na sprzęt. Pomijając rzecz jasna wypadki losowe, awarie i
tym podobne. Oczywiście wydam wiele hajsu na klisze, wołanie,
FP-100C, póki dostępne i tym podobne koszta utrzymania się w ruchu
fotograficznym, ale nie kupię żadnego nowego aparatu, obiektywu,
lamp, statywów, ani innych pierdół. Jestem w słabej finansowej
kondycji i moja typowa, męska natura chomika wpędza mnie w
problemy. Nie umiem się oprzeć okazji. Ale - w tym roku
koniec.
Czwarte
- zrealizować projekt, który noszę w głowie od kilku lat. A
mianowicie3
odtworzyć fotograficznie, z maksymalnym pietyzmem, obraz z okładki
dodatku do pierwszej edycji D&D pod tytułem "Marvelous
magic". Autorem tego dzieła jest Clyde Caldwell, który robił
olbrzymią ilość rzeczy w tamtym czasie do D&D i później
AD&D. Ambitnie mam zamiar maksymalnie dużo odtworzyć w realu,
ale jak się nie da, użyć CG. Dlaczego akurat to? Nie mam pojęcia.
Z D&D wiąże się wiele fajnych wspomnień, a ta okładka
utkwiła mi w głowie4.
Tyle
w tematach związanych z najlepszą ze sztuk. Jest jeszcze część
druga postanowień, bardziej osobista i tu disklejmer: Jeśli
interesują was tylko moje wypociny związane z filozoficznością
fotografii portretowej (i nie tylko), tutaj zakończcie. Ostrzegam,
dalej jest łzawo i ekshibicjonistycznie. Nie wiem w sumie, dlaczego
to publikuję, dlaczego w ogóle to spisuję nawet nie wiem. Ale
jest. Może natura Narcyza, może de profundis trochę wołanie. Ale
czasem człowiek musi, inaczej się udusi, znacie to uczucie.
Jestem
taki, jak wszyscy wokoło, ulegam zupełnie tym samym zmianom
Urodzę
się kiedyś, tak samo jak inni i widzę przed sobą to samo
I czuję, że to przytrafia się wszędzie, mnie również musi się zdarzyć
Kuba
Sienkiewicz "Wiem".
Rok
miniony był bardzo zły dla mnie. I chociaż od razu spod palcy na
klawisze ciśnie się, nie pierdol, są tacy co mają gorzej, wojny,
choroby, głód, Trump prezydentem, to niestety, konstrukcja naszej
mózgownicy jest taka, że nieszczęścia się nie stopniują. Jak
cierpisz, to cierpisz. Mózgu nie przekonasz, że mogło być
gorzej.
No
to jeszcze raz. To był bardzo zły rok. Nałożyło mi się sporo
niefortunnych wydarzeń na ogólnie otępiający kryzys wieku
średniego5.
Najprościej byłoby chyba napisać, że pierwszy raz w życiu się
złamałem. To jest specyficzne uczucie, złamania6.
To uczucie, że jednak nie da się. Że koniec, można jeszcze
próbować pozbierać, sklejać te kawałki, ale tak naprawdę nie ma
"Cofnij", życiowego Ctrl-Z, już jest pozamiatane, po
herbacie, finito, od dzisiaj puchatkowe "im bardziej inaczej tym
bardziej tak samo" się odwraca. Jest tak samo, ale inaczej. To
jest jak z butami zapastowanymi hydrofobiczną pastą7.
Do czasu aż pasta się nie zetrze, można suchą stopą zasuwać
przez kałuże, ale najmniejsze obtarcie i chłoną jak gąbka.
Więc było
źle. A co gorsza, zdaję sobie sprawę, że na pytanie "kiedy
będzie lepiej", może być tylko jedna prawdziwa odpowiedź -
"już było".
Dodatkowo,
na to miażdżące uczucie, które sprawia, że otwarcie oka rano
jest nadludzkim wyczynem, że proste czynności, zawiązanie buta,
wyjęcie czystych gatek z szuflady, staje się osobistym wejściem na
K2 południowo zachodnim filarem, nakłada się fizyczny aspekt
nadchodzącej starości - jeszcze nie teraz, jeszcze parę lat, ale
cień już pada, oddech krótszy, refleks słabszy, włos
przerzedzony, broda posiwiała.
A
jeszcze nad tym wszystkim, na samej górze, jest strach. Strach nie
przed starością, chorobami, czy nawet śmiertelnością, której
szanse w moim wieku wynoszą około 5%8.
Nie taki strach. Inny. Strach przed byciem takim samym jak wszyscy.
Przed tym powolnym zapadaniem się w siebie, na które patrzę u
swoich kolegów z podobnego rocznika. Nad osadzeniem się w
bezpiecznym rytmie, bujaniem się w cyklu, parafrazując Fatboya
Slima - "eat, shit, sleep, repeat". To co mnie przeraża
naprawdę, to że kiedy świecę lampą błyskową wspomnień na
minione dni, wywołują się obrazy tak bardzo standardowe,
zwyczajne, takie same. Że żarty z pracy, małżeństwa, życia
erotycznego po czterdziestce nabierają nowego, słodko-gorzkiego
brzmienia.
No
i tu moje postanowienie w końcu. Bo widzę dwie drogi tylko. Albo
przyjąć na klatę, że tak już jest. Że nie ma zmiłuj, wszyscy
wędrujemy tą samą ścieżką, od narodzin, do piachu. Albo się
zbuntować. Cisnąć się, bez celu i sensu, drapać pazurami i wyć,
niezależnie od świadomości, że to nic nie da. Dylan Thomas, nie
mylić z Bobem Dylanem, napisał piękny wiersz na ten temat,
zatytułowany "Do not go gentle into that good night".
Sugeruję sobie odszukać9.
Zatem,
moje postanowienie jest takie, że będę się ciskał. Na przekór
nieuniknionemu. Zobaczymy. Cynizm, który na własną zgubę
wyhodowałem u siebie, mówi, że ten bunt to też nie jest nic
szczególnego. Ot, staremu odpierdala. Jeszcze jeden objaw kryzysu
wieku średniego. I na pewno ma rację. Nihil novi, skoro nawet
wiersze o tym piszą. Ale decyduję się odrzucić ten głos. Trudno.
Jeśli coś mi ten rok dał, to gniew pod cieniutką warstewką
opanowania. Słowiański wkurw. Jest go tam dużo i prędzej, czy
później muszę coś z nim zrobić, przyszły rok będzie na to
równie dobry, jak poprzednie. Jeśli mam iść tą samą drogą, co
wielu przede mną, niech to chociaż nie będzie droga totalnej
przeciętności. Chociaż odrobinkę niech zboczę z szaro-szarego.
Zauważcie,
nie postanawiam, że będę lepszym człowiekiem. Wiele tego, co mi
się trafiło, wynika bezpośrednio z tego, że jestem niedobrym
człowiekiem. Karma, można by powiedzieć, nie ma litości. Ale
próbowałem już być lepszym i uwierzcie mi, satysfakcja z moralnej
wyższości wcale nie pomaga na obity tyłek. Lepszy nie będę.
Gorszy, na pewno.
No
a drugie niefotograficzne postanowienie to mam takie, że się nauczę
francuskiego. Ładny język, a ja lubię ładne rzeczy. Może
hiszpańskiego też. Jakbyście mieli namiar na sensowny kurs, ale taki porządny, bez dopisku "dla idiotów", albo "w dwa tygodnie", to dajcie znać.
No,
to do zobaczenia w przyszłym roku.
1)
tutaj.
2)
dzięki nieocenionemu Mike'owi Johnstonowi i jego The Online
Photographer. Książka w której ten esej się znajduje, to "This
is the story of a happy marriage" autorstwa Ann Patchett
3)
tylko się nie śmiejcie.
4)
oprócz tego pai jest ubrana, co akurat jest rzadkie w okładkach
RPG.
5)
z którym nie jestem sobie w stanie poradzić w tradycyjny sposób,
kupując Porsche i biorąc kochankę. Na Porsche mnie bowiem nie
stać, a kobieta obca jest mi zupełnie zbędna, dość mam ubawu ze
swoją.
6)
nie załamania, zauważcie. Załamanie towarzyszy mi nader często,
wystarczy że otworzę telewizor i spojrzę na te gęby nasze
polityczne, żeby się załamać kompletnie.
7)
jeśli nie wiecie, o co chodzi, wyguglajcie sobie "hydrofobizacja
butów". Mózg zlasowany gwarantuję.
8)
przywołując D&D, z grubsza rzecz biorąc, jak rzucę 1 na d20,
to po ptakach.
9) a jak wam się nie chce, to proszę:
Do
not go gentle into that good night,
Old
age should burn and rave at close of day;
Rage,
rage against the dying of the light.
Though
wise men at their end know dark is right,
Because
their words had forked no lightning they
Do
not go gentle into that good night.
Good
men, the last wave by, crying how bright
Their
frail deeds might have danced in a green bay,
Rage,
rage against the dying of the light.
Wild
men who caught and sang the sun in flight,
And
learn, too late, they grieved it on its way,
Do
not go gentle into that good night.
Grave
men, near death, who see with blinding sight
Blind
eyes could blaze like meteors and be gay,
Rage,
rage against the dying of the light.
And
you, my father, there on the sad height,
Curse,
bless me now with your fierce tears,
I
pray. Do not go gentle into that good night.
Rage,
rage against the dying of the light.
Dla
lingwistycznie upośledzonych, znakomity przekład nieodżałowanego
Barańczaka:
Nie
wchodź łagodnie do tej dobrej nocy,
Starość
u kresu dnia niech płonie, krwawi;
Buntuj
się, buntuj, gdy światło się mroczy.
Mędrcy,
choć wiedzą, że ciemność w nich wkroczy -
Bo
nie rozszczepią słowami błyskawic -
Nie
wchodzą cicho do tej dobrej nocy.
Cnotliwi,
płacząc kiedy ich otoczy
Wspomnienie
czynów w kruchym wieńcu sławy,
Niech
się buntują, gdy światło się mroczy.
Szaleni
słońce chwytający w locie,
Wasz
śpiew radosny by mu trenem łzawym;
Nie
wchodźcie cicho do tej dobrej nocy.
Posępnym,
którym śmierć oślepia oczy,
Niech
wzrok się w blasku jak meteor pławi;
Niech
się buntują, gdy światło się mroczy.
Błogosławieństwem
i klątwą niech broczy
Łza
twoja, ojcze w niebie niełaskawym.
Nie
wchodź łagodnie do tej dobrej nocy.
Buntuj
się, buntuj, gdy światło się mroczy.