sobota, 16 lipca 2016

Fotografuję za darmo

In God We Trust


"Nikt nie będzie mi mówił, jak mam żyć"
Tony Montana

Wpiszcie to sobie w Google: "Nie fototografuję za darmo".
Nikt nie chce fotografować za darmo, a jednak powstało tyle postów na blogach, artykułów w onlinenowych magazynach, nawet grupa o tej nazwie, że wujek Google zwraca ponad milion wyników.
Te artykuły, wpisy, posty, można podzielić z grubsza na dwie kategorie - obśmiewające i edukujące. W obśmiewających zazwyczaj jest link do jakiegoś ogłoszenia typu "szukam fotografa na ślub/chrzciny/imprezę, który zgodzi się zrobić foty za darmo/do portfolio/za wałówkę1", po czym jeździ się po autorze tego ogłoszenia w komentarzach.
W edukujących można przeczytać z reguły historyjkę jak to do znanego i cenionego fotografa zwrócił się jakiś janusz polskiego biznesu z propozycją zrobienia mu zdjęć za jak wyżej, oraz przydługi i z reguły nieskładny wykład, dlaczego jest to straszliwa zbrodnia.

W tym miejscu disklejmer: Nie zajmuję się fotografią zawodowo. Nie byłbym w stanie udźwignąć budżetu domowego robiąc portrety tylko pięknym kobietom, a nie chcę sobie zohydzić pasji. Więc swoją średnią wyrabiam jako drukarz2. W związku z tym moja ocena tego tematu może być nieco bardziej obiektywna od oceny ludzi, dla których kasa za zdjęcia jest condicio sine qua non następnego obiadu.

Przez te wszystkie teksty przebija wielki płacz. Płacz o nieuczciwej konkurencji, o klientach potworach i w ogóle o ciężkim życiu.
W fotografii nie ma kokosów. Jest bardzo, bardzo niewielu fotografów, którzy naprawdę zarabiają duże pieniądze. To wynika chociażby z tego, że fotografia jest jednym z nieskalowalnych zawodów3. Jest skończona ilość weekendów w roku w których można zrobić śluby, nawet za grubą kasę. Nie da się zrobić więcej niż ileśtam imprez rocznie, nawet jeśli będzie się miało nieskończoną pulę zleceń4. Troszkę można pokonać ten problem robiąc sztukę, ale to są ekstremalnie rzadkie sytuacje5.
Za to kandydatów na fotografa jest legion. Każdy dzisiaj za w miarę niewielką kasę może nabyć zestaw, którym bez problemu zrobi znakomity reportaż, portret, czy pejzaż. Nie jest problemem wziąć kredyt nawet na najbardziej wypasiony sprzęt. Problemem są umiejętności, ale jest tak duża grupa tych potencjalnych zawodowców, że wśród nich znajdzie się dużo więcej tych utalentowanych, niż jest w stanie wykarmić rynek zleceń premium.
W wielu artykułach jest poruszany temat "psucia rynku". Rynku nie da się popsuć. Rynek rządzi się prawem popytu i podaży. Jeśli propozycje robienia zdjęć za darmo są takim problemem, to znaczy że podaż usługi jest za duża. Nie da się tego przeskoczyć. Nie da się zabronić ludziom dawania ogłoszeń na darmowe zdjęcia, ani zabronić fotografom podejmowania się takich zleceń.
Drugim argumentem, który przewija się nieustannie jest ten o januszach fotografii, którzy podejmują się zleceń za grosze, bądź za darmo i tworzą chałę, odbierając prawdziwym zawodowcom zlecenia, które oni by zrobili znacznie lepiej. Tutaj działa ten sam mechanizm, co w przypadku uchodźców odbierających miejscowym pracę6. Skoro byle fotoziutek odbiera zawodowcom zlecenia, to może ci zawodowcy nie są aż tak dobrzy jak im się wydaje? Może jednak czas rzucić aparat i zabrać się za kielnię?
Nie jest to też sytuacja, która może się zmienić. Ilość ludzi, którym się wydaje że fotografia to łatwy kawałek chleba będzie tylko rosła, w miarę jak technologia robi się coraz bardziej dostępna. A wraz z tym będą spadać ceny.
Dlaczego w ogóle zadaję sobie wysiłek pisania tego wszystkiego?
Bo odrzuca mnie użalanie się nad sobą, a tym właśnie są te wszystkie oburzone "Nie fotografuję za darmo. Najgorszą rzeczą jaką można zrobić, najbardziej kalekim sposobem na poprawę własnej sytuacji, jest szukanie rozwiązania na zewnątrz. To jest ten mechanizm, który każe winą za własne niepowodzenia obarczać każdego, tylko nie siebie. Oni są winni. Te wszystkie fotoziutki feszynu, robiące sesje po pięć dych na maxmodels.
Rynek jest trudny i żeby się przebić, trzeba kombinacji umiejętności, szczęścia i znajomości. Płacz nie przystoi dorosłemu facetowi. Zamiast więc stękać, wyśmiewać i pałać oburzeniem, weź się do roboty. Nie mów innym, jak mają żyć - nie masz zupełnie nic do powiedzenia w tej kwestii.
A jak nie, to budowlanka naprawdę jest dobrym rozwiązaniem. Zero odpowiedzialności, kasa przyzwoita i można chlać w godzinach pracy. Żyć nie umierać.

1) niepotrzebne skreślić.
2) co skądinąd daje mi niezły ubaw przy czytaniu wszelkiej maści rewelacji głoszonych przez zawodowych fotografów w temacie zarządzania kolorem i drukowania.
3) w wielkim skrócie, nie da się zwiększać cen za zdjęcia w nieskończoność. Jest pułap powyżej którego nawet najbogatszy klient się wypnie.
4) a nikt nie ma nieskończonej puli zleceń poza tymi nielicznymi z wielkimi nazwiskami, którzy jak to nieliczni, się nie liczą.
5) jedno tylko zdjęcie kartofla, jedno pustego brzegu rzeki. Kwestia niezwykłego szczęścia.
6) jeśli człowiek bez języka, kontaktów i umiejętności jest w stanie odebrać ci pracę, to może jesteś po prostu głupi?

9 komentarzy:

  1. Trudny temat. Jakieś 10 lat temu pracowałem w firmie Lafot produkującej minilaby do zakładów fotograficznych. W ciągu kilkunastu miesięcy poskładali się jak domek z kart. Rynek się załamał, pięćdziesiąt osób straciło w sumie dość dobrą pracę. Wówczas średnia cena minilaba oscylowała w okolicach kilkuset tyś. euro.

    Zakład fotograficzne poznikały z krajobrazu miejskiego na dobre. Zostały tylko nieliczne znane od pokoleń.

    Ilu profesjonalnych fotografów utopiło majątki w sprzęcie kosztującym w tamtych czasach tyle co dobrej klasy samochód? Tego nikt nie policzy, a pewnie dziś z bólem serca sprzedają z bólem serca narzędzia pracy sprzed lat.

    W prasie trudno o dobre zdjęcia. Policzyłbym na palcach jednej ręki tytuły mające ciekawy materiał.

    Ręce mi opadły jak dyrektor marketingu firmy OTCF mającej pod swoją egidą kilka marek odzieżowych szukał "taniego fotografa" na formach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że trudny.
      Każdy przeskok technologiczny powoduje takie rzeczy. Kiedy auta zastąpiły konie wiele stajni upadło. Jestem pewien, że gdyby wtedy był internet, fora byłyby pełne marudzenia.
      Na pewno dla wielu ludzi to był wielki cios. Fascynujące jednak, że wielu młodych nie rozumie, że ten rynek już się nigdy nie podniesie na poziom dni chwały. Topią kasę i czas ścigając sny zamiast wziąć się do roboty. A potem, jak się nie uda, zapełnia fejsbuka płaczem. Trzeba się obudzić w końcu.

      Usuń
    2. Lafot się poskładał, bo robił takie sobie minilaby, a można by nawet rzec, że na tle Noritsu i Fuji to wręcz kiepskie :-P

      Usuń
    3. Lafot funkcjonował lat dwadzieścia parę, nie zaś rok czy dwa jak to dziś z firmami dotacyjnymi bywa. Ich główny rynek stanowiły byłe republiki dawnego związku radzieckiego, bliski wschód, północna afryka.

      Filozofia każdego zawodu kreatywnego jest skonstruowana w ten sposób, że tylko nieliczni mają szansę na sukces marketingowy, a tylko jakiś procent z nich na spektakularną karierę.

      Jeśli klient oferuje cenę zero, zaś znajduje się ktoś będący w stanie zaakceptować takie warunki to dla obu stron niewiele to znaczy. Można tylko współczuć obu stronom bo w efekcie marnują swój czas. Klient nie doceni tej pracy zaś pseudo fotograf dołoży do całości. Jednak jak ktoś chce być cichodajką? Proszę bardzo, mamy wolny rynek.

      Mnie najbardziej rozwalają posiadacze aparatu, którzy do portfolio pakują wszystko. Trochę krajobrazu, portretu, architektury i nie wiadomo czego. Chcąc być twórcą trzeba mieć trochę w sobie bojaźni i wyspecjalizować się w tym, co czujemy.

      Usuń
  2. 1)

    Fajnie, że w końcu Marcin Woo ruszył z pisaniem - po miesiącach posuchy ;)

    2)

    Szkoda, że jakość zastąpiła pieniądz (chociaż jedno i drugie z zasady idzie w parze).

    3)

    Dosc utyskiwan na 'fotoziutow' i amatorow.
    "nisza" zawsze jakas bedzie a, że w naszym kraju swiadomosc artystyczna jest niska , nisza tylko wieksza.

    4)

    Najpierw upada sztuka (i moralnosc) a potem przemysl - najpierw spadaja liscie co daja cien i wytchnie a potem umiera drzewo.
    Jaki przemysl mamy - widac.
    Jaka jest sztuka, tez widac - z wyjatkiem kilku perelek idacych pod prad.


    Interesuje mnie zdanie Mistrza Woo na temat "otworkow" i innych natychmiastowych wynalazkow z itelefonem w tle - interesuje mnie raczej filozowiczne rozpatrywanie tego watku.
    Da sie zrobic taki wpis?- z gory dzieki.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie o tym też wkrótce, szkic już dawno jest, tylko jak zwykle muszę to ogarnąć we w miarę cywilizowany sposób.
      I różnych zjawiskach naokoło tego tematu też.

      Usuń
    2. Bardzo sympatycznie z Pana strony!

      Wielce podziekowaszy jestem.

      Usuń
  3. Pełna zgoda na powyższe. Biadolenie na psucie rynku bawi mnie niezmiernie od jakiegoś czasu. Psucie rynku- klepią to cliche na prawo i lewo nie bardzo wiedząc co mówią. Mniejsza z tym. Pisz dalej Marcinie bo czyta się świetnie nawet jeśli nie ze wszystkim się człowiek zgadza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam tematu ale warto go poczytać.

    OdpowiedzUsuń