czwartek, 3 września 2015

Historia jednej sekundy

Extra Życie


Na jutro to mam plan genialny
i zrobię to zaufaj mi
i tylko jeszcze dzień daj mi
daj mi dzień...

K2 - Jutro nadchodzi zawsze


Dzisiejszy odcinek jest tak okrutnie wyjątkowo nasączony filozofowaniem, że nawet w trybie Ekstraordynaryjnego1 nie potrafię tego przejść zupełnie o suchym pysku i musiałem postawić sobie na biurku szklankę burbona2. Tobie drogi czytelniku też sugeruję, być może się przyda.
Dzisiaj będzie o sekundzie. Zaczniemy od eksperymentu praktycznego. Weź drogi czytelniku dowolny zegarek wskazówkowy. Poważnie, weź, nie wyobrażaj sobie, że wziąłeś. Spodoba Ci się, zobaczysz. Masz? To teraz spójrz uważnie na wskazówkę sekundnika. Zwróć baczną uwagę, skup się mocno na tym momencie gdy przeskakuje ona między od jednej kreski na cyferblacie do następnej. Minęła jedna sekunda3. Nic wielkiego4. Można by napisać wiele rzeczy o tej sekundzie, zdefiniować ją jako trochę ponad dziewięć miliardów okresów czegośtam cezu. Spisać dokładnie, co właśnie się wydarzyło. Ale to wszystko, choćby nie wiem jak ważne, blednie wobec jednej właściwości tej właśnie sekundy.
Mianowicie (teraz uważaj bacznie drogi czytelniku, gdyż raczej o tym nie pomyślałeś), ta sekunda, ona nigdy się nie powtórzy. Mocne, co?
Widzę okiem wyobraźni nieco przymglonym przez burbona, jak się śmiejesz. Bo niby co to za odkrycie, oczywista oczywistość, banał nad banały. Ale skup się, to jest ważne, pozwól żeby ten fakt przebił się przez iluzję truizmu. Nie ma w tym bowiem krzty banału. Jest za to czysta, mrożąca krew w żyłach groza. Kiedy to do Ciebie dotrze, przyda się burbon. Wbij sobie do głowy, że ta sekunda minęła. Jest stracona. Wszystko co się zdarzyło, już się nie powtórzy. Nie wróci. To była naprawdę bezcenna rzecz, ta sekunda. Bezcenna w absolutnie dosłownym sensie tego słowa. Nie uda się jej odkupić. Nie uda się jej użyć drugi raz. O tę jedną sekundę będziesz żył krócej i nie masz cienia szansy by to zmienić. Mówi się, dla chcącego nic trudnego. To jest taka ludowa mądrość. Drodzy ludowi mędrcy, szokująca wiadomość. Żadna ilość chcenia nie przywróci wam tej jednej sekundy.
Oczywiście jako gatunek, nie jesteśmy przystosowani do medytacji nad nieuchronnością mijania czasu5. Kiedy jesteśmy młodzi, mamy masę rzeczy do zrobienia w przyszłości. Na starość najchętniej wspominamy przeszłość. Tak naprawdę nigdy nie żyjemy w teraźniejszości. Myślenie o tym, że czas upływa zajmuje nam bardzo mały okres w życiu6, który nazywamy "kryzysem wieku średniego". A i tak nawet w tym czasie myślimy raczej w temacie sensu życia. Tradycyjnie zresztą okres ten kończy kupienie Porsche i wzięcie młodej kochanki, ale to już zależy od preferencji7.
Dlaczego jednak drogi czytelniku, który zaglądasz tu przecież głównie ze względu na moje wynurzenia fotograficzne, męczę Cię dzisiaj egzystencjalnymi problemami?
Robię to dlatego, że wbrew pozorom, ta sekunda ma znaczenie dla Twojej fotografii. Znaczenie kluczowe. Możesz bowiem, zamiast zajmować się dowolnymi pierdołami, którymi pewnie się teraz zajmujesz8, zająć się swoją fotografią. Zrobić cokolwiek związanego z tematem. Zrobić zdjęcie. Zaplanować zdjęcie. Umówić się na zdjęcie. Zrobić krok w stronę tego fotograficznego czegoś, co zawsze chciałeś zrobić, ale nie robiłeś, bo przecież zawsze jest czas. I nie wykręcaj się, że przecież to robisz, bo skoro czytasz, to znaczy że nie robisz. Więc ruszaj. Poważnie, to nie żart. Przypomnij sobie te sekundy, nieodwracalnie właśnie zmarnowane. Osobiście, kiedy przypominam sobie swoje, mam stan przedzawałowy.
Więc dupa w górę i naprzód. Zostaw te tutaj głupoty i weź się za fotograficzny projekt. Albo zadzwoń do tej osoby którą chciałeś zawsze sportretować ale się obcinasz zapytać9. Zrób COKOLWIEK. No już. Poszedł stąd, sio!
Ale jeśli jeszcze tu jesteś, to Ci szybko powiem, co następnym razem. Będzie o sensie posiadania lepszych aparatów i rozróżnianiu zdjęć z analoga. Ubaw. A teraz spadaj, weź sie za siebie, bo naprawdę żal patrzeć.
Do następnego. Będzie szybciej niż ostatnio, bo próbuję ograniczać ilość zmarnowanych sekund.


1) jest w tym trochę rozdwojonej jaźni. Łapię się na tym zresztą kiedy fotografuję. Gadamy sobie z portretowanym o tym i tamtym, ale w pewnym momencie czas skończyć przygrywkę i wtedy przeskakuję w tryb fotograficzny. Ekstraordynaryjny jest moim zaburzeniem dysocjacyjnym osobowości.
2) Wild Turkey 81. Uwierzcie Ekstraordynaryjnemu, to co u nas się pije pod nazwą whisky ma się nijak do porządnego burbona z Kentucky.
3) oczywiście niezbędne są założenia takie jak chociażby, że zegarek akurat chodzi, że ma sekundnik i że ma na cyferblacie kreski określające sekundy. No ale przyjmijmy że tak jest dla dobra eksperymentu.
4) chociaż oczywiście zależy dla kogo. Na przykład na świecie urodziło się czterech ludzi - co, jak  przypuszczam, jest dla nich dość ważne, choć niekoniecznie jeszcze o tym wiedzą. Dwóch zmarło, co akurat dla nich już nie jest istotne, ale dla rodziny i bliskich może mieć niejakie znaczenie. Dwóch ludzi dowiedziało się właśnie, że mają raka. Też nie bez znaczenia przypuszczam, przynajmniej w lokalnej skali...
5) stąd pociąg do alkoholu, alkohol jest katalizatorem przemyśleń fatalistycznych
6) i to głownie facetom, kobiety nie mają czasu na głupoty, rozumieją znaczenie czasu bez konieczności poświęcania jeszcze większej ilości czasu na medytowanie o nim.
7) nie wszystkim przecież podoba się Porsche. I ja ten fakt akceptuję, chociaż go nie rozumiem, bo jak może się nie podobać? Chyba, że 914, faktem, brzydkie jak kupa.
8) na przykład czytaniem jakichś śmiesznych blogów.
9) do Angeliny Jolie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza