wtorek, 30 września 2014

Gratyfikacja instant

Pola Ola II
Disklejmer: jeśli w fotografii interesują cię takie terminy jak rozdzielczość, szumy, MTF, plastyka, rysunek obiektywu, swirly bokeh, tudzież inne podobne, ten wpis nie jest przeznaczony dla ciebie. Idź na optyczne.

Chociaż jak wiadomo fotografia analogowa jest lepsza od cyfrowej1, cyfra dzięki jednej jedynej przewadze wypiera ją do lamusa. Żyjemy w czasach, w których wartością najwyższą jest natychmiastowa gratyfikacja. Wszystko musi być teraz, już, natychmiast. Najlepiej od razu na fejsie, instagramie i twitterze. Ale nie jest tak, że ludzie zrobili się jacyś inni przecież. Ludzie są tacy sami od zawsze2;. Po prostu nie było wcześniej Facebooka. Ludzie musieli sobie radzić zwykłymi polaroidami. Potem przyszła cyfra i polaroid się przewrócił. Ale niektórym wciąż potrzebne są fotografie w postaci fizycznej, niepikselowej i natychmiast po naciśnięciu spustu migawki. Taki fotograficzny atawizm. Ilość opcji jednak maleje. Jeśli chcecie poczuć trochę medżika polaroidowego, a zapewniam że jest tego medżika na kopy3, raczej należałoby się pospieszyć.

Jakie są więc opcje dla miłośników gratyfikacji instant w starym stylu? Po kolei:

Polaroid.

Oryginalny Polaroid, synonim fotografii natychmiastowej od lat czterdziestych ubiegłego stulecia, w tej chwili produkuje cyfrowe aparaty z wbudowaną drukarką. Działa to podobnie jak prawdziwy Polaroid, tyle że oprócz obrazka powstaje odbitka. Nie potrafię się odnieść do takiego monstrum frankensteinowskiego. Nie miałem tego w ręku, nie widziałem żadnego zdjęcia i raczej nie chcę zobaczyć4. Wymieniam dla porządku, bo jest to opcja, no i jednak "firmowy" Polaroid.

Impossible Project.

Po zaprzestaniu produkcji analogowych materiałów przez Polaroida, paru kolesi postanowiło, że będą próbowali ożywić trupa. Wykupili resztę materiałów z rynku, odkupili fabrykę Polaroida w Holandii i stworzyli Impossible Project. W skrócie, bardzo hipstersko5 to wyszło. Klisze IP są drogie i delikatnie mówiąc, gówniane. Ale mają tony klimatu, więc jeśli klimat was kręci i macie kasę, to czemu nie.

Fuji Instax.

To jest obecnie najpopularniejszy i najbardziej ekonomiczny sposób na natychmiastową gratyfikację w stylu hip. Występuje w dwóch rozmiarach, mini i wide. Jest kilka modeli, które zasadniczo niczym się nie różnią poza wyglądem, więc kupować najlepiej pod kątem wizualnym. Ja używam Instaxa Wide 210, który wygląda tak oto:


Jest to bardzo prymitywny aparat z celownikiem przeziernikowym. Ostrzenie odbywa się strefowo, bez możliwości precyzyjnej regulacji, przełączając między zakresem 0,9m do 3m, a 3m do nieskończoności. Nie ma korekty paralaksy w wizjerze, trzeba na to uważać. Bardzo ubogie są możliwości manualnej kontroli nad efektem docelowym. Można decydować jedynie o kompensacji ekspozycji (-2/3, 0, +2/3ev), oraz czy lampa ma być włączona na stałe, czy też dobłyskiwać automatycznie, co zresztą robi zbyt często. Obiektyw ma ogniskową 95mm, co odpowiada 35mm na małym obrazku i stałą przysłonę f14.
Jakość zdjęć to loteria. Aparat ma tendencję do nadużywania lampy, stąd dobrze jest sobie na stałe wbić -2/3 ev (co producent określa mianem "darker" na wyświetlaczu). Ostrość zależy od odległości, i trzeba sobie samodzielnie ustalić, jaka jest odległość na jaką faktycznie nastawiony jest obiektyw, bo różni się to w różnych egzemplarzach. Klisza jest przeznaczona do światła dziennego/błyskowego, ale przeżółca nieco.
O nieco zaskakującym ale w sumie pięknym zastosowaniu instaxa pisze Zack Arias na swoim blogu, warto przeczytać.

Fuji FP/Polaroid Pack Film 100.

Na koniec najlepsze. Fuji oprócz instaxów, produkuje też klisze serii FP. W chwili obecnej tylko dwa rodzaje, FP-100C i FP-100S6 ale na rynku dostępne są jeszcze czarnobiałe FP-3000B, których produkcja zakończyła się w tym roku. Klisze FP pasują do Polaroidów serii 1007, oraz, a właściwie przede wszystkim, do kaset przeznaczonych do aparatów średnio i wielkoformatowych. Największą zaletą tych klisz jest to, że oprócz pozytywu, czyli gotowego zdjęcia, produkują też negatyw, który jest znacznie ciekawszy8.
Najprostszą drogą by rozpocząć zabawę z tym formatem, jest zakup wintedżowego Polaroida, na przykład takiego jak ten:



Najszybciej przez allegro/ebay. Wystarczy wpisać Polaroid Land Camera. Przed zakupem warto kopnąć się na Landlist i sprawdzić dwie podstawowe informacje. Po pierwsze i najważniejsze, czy model, na który patrzymy jest na pack film serii 100. Po drugie, mniej istotne, ale jednak, warto zwrócić uwagę, czy ma dalmierz.
Te Polaroidy to klasyczne średnioformatowe składaki9. Po spakowaniu zamykają się do plastikowego pudełka:


które można wrzucić do torby i siup. Ale nie jest to mały aparat, nawet złożony. Najlepiej chyba unaocznić sobie rozmiar przez porównanie ze średniej wielkości lustrzanką małoobrazkową:


Duże, nieporęczne. Wyposażone zazwyczaj w obiektyw o ogniskowej stokilkanaście i przysłonie w okolicach f8, z niewielkimi odstępstwami. Większość modeli oferuje bardzo niewielkie możliwości ingerencji w zdjęcie - model 103 ze zdjęć powyżej pozwala jedynie kompensować ekspozycję. Są oczywiście profesjonalne modele, ale ich ceny są zabójcze. Zabójcze przez wielkie Z10.

Kaseta do prawdziwego aparatu.

Ale najlepszą zdecydowanie opcją dla Ekstraordynaryjnego, bądź aspirującego do ekstraordynaryjności Portrecisty, jest możliwość podpięcia Filmpacków do średnio i wielkoformatowych aparatów. Niezbędna jest odpowiednia kaseta która wygląda tak:


Założona na aparat (z tą samą lustrzanką dodaną dla skali) prezentuje się w taki sposób:

Jak widać, nie jest to opcja dla miłośników fotografii kompaktowej. Kasety takie są dostępne praktycznie do wszystkich średnioformatowych aparatów, w których da się wymienić kasetę z filmem, nawet do radzieckich złomów. Różni się efekt na zdjęciu, bo w różnych aparatach różnie jest wykorzystana powierzchnia kliszy, zazwyczaj jest to wycinek w formacie właściwym dla danego aparatu, ale niekoniecznie - kaseta ze zdjęcia powyżej pozwala wykorzystać znacznie większy obszar niż kaseta z filmem do tego samego aparatu. Tym zestawem zrobiłem zdjęcie otwierające dzisiejszy wpis. Które notabene jest zeskanowanym negatywem11.

Wielki format.

Są takie. Fuji produkuje jeszcze FP-100C do 4x5. Pojawił się też nowy Kickstarter, już zresztą ufundowany, pod nazwą new55 film, który ma produkować czarnobiałe klisze natychmiastowe do wielkiego formatu. Trzymam kciuki - chociaż sam nie fotografuję wielkim formatem, to im więcej materiału tym lepiej.

No i tyle. Chcecie się bawić w oldskulową fotografię natychmiastową, wiecie od czego zacząć. A od następnego wpisu gadamy o świeceniu.

1) to aksjomat. Nawet nie próbujcie dyskutować
2) może teraz bardziej domyci i porządnie ubrani, ale bynajmniej nie wszyscy
3) pierwsza sesja na której użyliśmy polaroida - pstryk i wszyscy ze skupieniem odliczają sekundy do objawienia magicznego obrazka. A potem: Oooo! Zajebiste! Mimo że w sumie takie zajebiste to nie wyszło. Ale na pewno klimatyczne
4) cytując klasyka, nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem
5) zwłaszcza Instant Lab. Jeśli nie wiecie co to Instant Lab, wyguglajcie sobie. Zlasuje wam mózg. Mnie zlasowało
6) oba kolorowe, różnią się tylko powierzchnią, C jest połyskliwy, S matowy
7) oraz 200, 300 i 400, ale one też są z serii 100 tak naprawdę
8) oraz zdecydowanie bardziej hipsterski
9) są też nieskładane, ale to najprymitywniejsze modele i głównie na niedostępny już filmpak 80. Można modyfikować pack film 100 żeby wszedł do aparatu na 80, ale szkoda czasu, lepiej kupić aparat na 100
10) jeśli interesuje was model pro Polaroida na Filmpack, sugeruję na otrzeźwienie wbić na przykład w wyszukiwarce ebay'a "Polaroid Land Camera 195" lub "Polaroid 600SE"
11) dla ciekawych, odzyskiwanie negatywu polaroidowego w wybielaczu można obczaić na youtube. Słowa kluczowe "fp-100c", "bleach"

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza